Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Trzęsienie ziemi.







Obudziło mnie dziwne falowanie. Kiedyś, gdy akurat płynęliśmy gdzieś promem i był sztorm, doświadczałem podobnych sensacji. W pierwszej chwili pomyślałem, że to Marcin skacze, bo ma zespół niespokojnych nóg, ale potem uświadomiłem sobie, że śpimy dla dawno wybranej wygody, na osobnych łóżkach.

Gdy wyciągnąłem zatyczki z uszu, dobiegły do mnie rozbudzonego już na dobre Marcina.

-Trzęsienie ziemi - powiedział.

- Wstajemy - zadecydowałem i spokojnie ale szybko, zacząłem się ubierać. W myślach ogarnąłem priorytety (paszport, gotówka, kurtka) i po minucie byłem gotowy do ewakuacji. Podłoga falowała i ściana przy balkonie zaczęła pękać. Wtedy wszystko ustało. Podeszliśmy do okna. Ptaki latały jak szalone, we wszystkich możliwych kierunkach, a psy biegały bez składu i ładu, zawodząc bardziej, niż szczekając. 

Po chwili nastąpił drugi wstrząs, już słabszy. Zauważyłem, że drzewa zaczęły dziwnie się poruszać. Nie tak, jak na wietrze, tylko inaczej - najpierw pień, a potem gałęzie. Ptaki szalały, a stare budynki wydawały dziwne, złowrogie odgłosy. Gdy wszystko ustało, oceniłem jakość naszego budynku. Poza powierzchownymi pęknięciami, nic się nie stało. Był prąd , bo działało ogrzewanie. Sprawdziłem wodę. Wszystko w porządku.

W Kathmandu nie odnotowano większych zniszczeń. Stare budowle zawaliły się po ostatnim trzęsieniu, a nowe budynki okazały się bardziej wytrzymałe. Zresztą to co czuliśmy (a było to dość silne), było tylko echem tragicznego w skutkach trzęsienia, które miało miejsce sto kilometrów dalej. Tam ludzie stracili życie. Nikt nie wie ile jest ofiar, ponieważ niektóre wioski dotknięte kataklizmem są położone w nieprzejezdnych i nie dostępnych zimą częściach Himalajów. 

Om Ami Dewa Hri

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...