Przejdź do głównej zawartości

Częstochowa. Homeland.

Spaliśmy po trzy godziny. Ja w sumie jeszcze mniej, bo usnąć nie mogłem, a wstałem pierwszy, o 5:34. Kilka minut po 6 rano wyszliśmy na dworzec i wtedy zaczęło lać, jak z cebra. Padało cały czas, do momentu, gdy weszliśmy do pociągu. Myślałem, że mnie szlag trafi.

W pociągu pracowałem, Marcin przysypiał. 


Zaraz po przyjeździe pojechaliśmy do mieszkania. Kot poszedł na kawę, a ja wziąłem sobie gorący prysznic i zrobiłem się na bóstwo, zakładając koszulkę w kwiaty. I pojechaliśmy do mamy. 

Dziwnie jest odwiedzać po raz pierwszy dom, w którym kogoś brakuje. Trochę się tego bałem, jednak ku mojemu zaskoczeniu poszło gładko. Poza tym zaczęliśmy rozmawiać o jedzeniu, deserach, moich nowych loczkach i aplikacjach telefonicznych - nie pojawiła się więc przestrzeń na smuty. Zresztą co dałoby nam rozdrapywanie tego, co dopiero się zasklepia?

Mama wygląda dobrze. Zrobiła sobie wiśniowe włosy, a jutro idzie na tipsy (chyba będą w podobnym odcieniu). Ja mam w planach pracę, do 17:00. Później idziemy do moich starych znajomych. Marcina wyślę do mamy żeby pojadł i przede wszystkim dał mi święty spokój. Poza tym Michał (mój brat) kupił sobie rowerek do ćwiczeń i sam, nie umie go skręcić. Niech skręcają se razem.

Komentarze

  1. Aż musiałem zdjęcie powiększyć, żeby te loczki zobaczyć :D
    Pasuje ci ta fryzura, ale żeby to od razu liczkami nazywać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bo to trwała ondulacja (jak to moja przyjaciółka powiedziała, w pewnym wieku zaczyna się robić trwałą). Loczki są!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...