Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Wyjątkowo zimny maj.

Pogoda w Gdyni jest zachwycająca: niebieskie niebo, promienie słońca oraz drzewa obsypane różowymi i białymi kwiatami, a także soczyście zielone liście. Mimo to, dla nas jest dość chłodno, ponieważ na co dzień żyjemy w krajach tropikalnych. Temperatura wynosząca 18 stopni Celsjusza nam nie wystarcza, dlatego ubieramy się jak na Syberię, idąc na śniadanie.

Zakończenie mojej książki jest priorytetem - staram się ją ukończyć, korzystając z notatek, które zbierałem przez wiele lat. Książka sprzedała się już w przedsprzedaży w kilkuset egzemplarzach, a mimo to nadal męczę się z jej pisaniem, czując ogromną presję czasu. To powoduje, że jestem wrażliwy na wszelkie bodźce. Choć uwielbiam swoją pracę, mam tendencję do pracowego szaleństwa.

Wczoraj zacząłem poszukiwania sposobów na relaks i wypoczynek. Ostatecznie zdecydowałem, że w czerwcu wybiorę się do sanatorium. Już dokonałem rezerwacji, więc decyzja jest ostateczna. Pojadę sam.

W tym tygodniu zaś jedziemy na wakacje z mamą, a wcześniej muszę skończyć pisanie. Cudownie! Dlatego też pracuję intensywnie od godziny 7:00 rano do 2:00 w nocy, w międzyczasie prowadząc trzy intensywne szkolenia, które wciąż trwają.

Komentarze

  1. A gdzie na wakacje z mamą?

    (w pierwszej wersji komentarza chciałem żartować, że dobrym sposobem na relaks byłby młody, entuzjastyczny kochanek, ale nie wiem, czy mogę sobie tu pozwalać na taką swobodę; Marcin zobaczy i się jeszcze pogniewa)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...