Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Impreza.

Ola i Krzysiek wjechali na parking i wsadzili nas do swojej Toyoty RAV4. Fajne, wygodne autko. Pojechaliśmy do Karczmy pod Strzechą, nad jeziorem Kielno, gdzie zjedliśmy wczesną kolację. Jedzenie było takie sobie, ani złe, ani dobre, choć ładnie podane.

Po kolacji podjechaliśmy do ich pełnych dzieci chałupy. Najstarszy syn otrzymał już dowód osobisty, a dzieci, które raczkowały (przy naszej ostatniej wizycie), zdążyły iść do szkoły. W domu wypiliśmy niecałą butelkę wódki, zjedliśmy ciasto bananowe, dwa rodzaje kiełbasy i ogórki kiszone domowej produkcji. Wszystko wydarzało się szybko, pomiędzy przyjazdem, zwiedzeniem ukończonego domu i oczekiwaniem na Ubera. 

Kierowca przyjechał po 24 minutach i zawiózł nas do centrum Gdyni. Poszliśmy do Ubogiej Krewnej na dwie szklaneczki wódki i gdy czas był odpowiedni, zaprosiliśmy znajomych do Klubokawiarni, gdzie tradycyjnie umoczyliśmy mordy i popełnialiśmy pijackie faux pas. Nie miewam kaców moralnych, nauczyłem się nie wchodzić w takie klimaty, ale chyba powinienem mniej się otwierać. No nic. Ola nie jest już moją uczennicą, więc luz.

Było super. Potrzebuję takich wieczorów. Zupełnie rozrywkowych, bez umiaru, z ogromną dawką utraty samokontroli. Czasami tak trzeba (przynajmniej ja tego potrzebuję).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...