Od trzech dni nie mamy ciepłej wody. Jesteśmy zahartowani, bo w Azji często ciepła woda jest luksusem, jednak temperatury są inne niż w Polsce.
Myjemy się dzielnie pod strumieniem lodowatej wody (umycie włosów nie jest łatwe i przyjemne) i czekamy na cud. Jakiś debil lub debilka postanowiła wyłączyć ciepłą wodę jesienią, gdy będzie deszczowo i chłodno, a dzieci pójdą do szkoły. Takich ludzi powinno się traktować butem - prosto w twarz.
Dzisiaj zagrzałem 30 litrów wody, kupiłem wanienkę i zrobiłem sobie SPA. Po mnie Marcin. A potem sprzątania było na 2 godziny.
Imponują mi Nepalczycy. Gdy rząd Nepalu przekroczył ich wytrzymałość, wyszli na ulice i rozwalili wszystko co należało do skorumpowanych urzędników. Spłonęły: hotele, restauracje, nowe, wielkie inwestycje (na przykład jeden niedokończony budynek drapiacy chmury), komisariaty i wszelkie urzędy. Ogień oczywiście rozprzestrzenił się na inne budynki - taka jego natura - ale te z uszkodzenia, nie były zamierzone. Z mieszanymi emocjami widziałem, jak niszczą mój ulubiony supermarket i nawet pytałem Marcina "gdzie teraz będą robić zakupy", aż dotarło do mnie, że oni zakupów tam nie robią - nie stać ich.
W njusach oczywiście zero o Nepalu. Pojawiła się jakaś wzmianka, ale przywaliły ją informacje o dronach i lokalna propaganda: jedynie słuszna narracja. Wysłuchałem kilku podcastów (podczas przebywania w domowym SPA) i stwierdziłem, że nie będę sobie tego więcej robił.
Świat jest, jaki jest. Ale to, co jest ważniejsze, to:
Jesteś tym: co jesz, co pijesz, co czytasz, z kim się zadajesz, na co patrzysz i jak (oraz czy) medytujesz.
Wczoraj intensywnie oglądaliśmy Szoguna z Cosmo Jarvisem w roli pilota Jacka Blackthrone'a. Inny emocjonalnie niż ten z Chamberlainem, ale wciągnął nas jak wir (oglądaliśmy do 2 w nocy).
