Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Pierwsze wrażenia.



Pierwszy wpis o Alicante, zacznę od informacji o mieście.

Alicante to malownicze miasto położone na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii, w regionie Walencja, nad brzegiem Morza Śródziemnego, przy urokliwej zatoce noszącej tę samą nazwę. Dominującym punktem widokowym jest wzniesienie Benacantil, które dumnie spogląda na miasto, dodając mu niepowtarzalnego charakteru. Alicante, z populacją wynoszącą 360000 mieszkańców, zajmuje jedenaste miejsce pod względem wielkości w Hiszpanii.

W rankingu InterNations Expat Insider 2020, Alicante uplasowało się na zaszczytnym drugim miejscu wśród najlepszych miast dla przyjezdnych na świecie, co podkreśla jego przyjazną atmosferę oraz bogatą ofertę dla obcokrajowców. Komunikacja w mieście jest niezwykle dobrze rozwinięta – mieszkańcy i turyści mogą korzystać z rozbudowanej sieci autobusów, tramwajów (w tym szybkiego tramwaju) oraz regionalnych linii kolejowych, co sprawia, że podróżowanie po okolicy to czysta przyjemność.

Historia regionu sięga czasów sprzed około 5000–3000 lat p.n.e., kiedy to tereny te były już zamieszkane. W okolicach 1000 p.n.e. wschodnie wybrzeże Hiszpanii zaczęli odwiedzać Grecy i Fenicjanie, prowadząc intensywną wymianę handlową. Wkrótce potem, w 600 p.n.e., o te cenne ziemie zaczęły toczyć spory Kartagina i Rzym. W 201 p.n.e. Rzymianie zdobyli miasto, nadając mu nazwę Lucentum (teraz to nazwa przystanku tramwajowego, gdzie można się przesiadać w różnych kierunkach).

Po upadku Rzymu, w okolicach 500 roku, Alicante znalazło się pod panowaniem Gotów, a następnie, w latach 718–1249, było pod władzą Maurów. W 1304 roku, na mocy orzeczenia arbitralnego z Torrelles, miasto zostało przekazane Królestwu Walencji przez Kastylię. 

***

Na razie zwiedzamy, chodząc po wąskich uliczkach miasta. Chłoniemy zapachy i smaki. Czerwone wino jest tutaj wyjątkowo aromatyczne, jedzenie nieco ostrzejsze od polskiego. 

Kawiarnie pękają w szwach. Panuje w nich radosny gwar. Ludzie są glośni i dużo gestykulują. Nawołują się, żywo machając. 

W restauracjach podaje się tapasy, czyli malutkie porcje na deseczkach. Co 3 minuty kelner przynosi inne, losowe tapas - możesz spróbować lub odmówić. Na koniec trzeba rozliczyć się z ilości deseczek (za jedną płaci się €1.80).

Miasto jest wyjątkowo czyste. Chodniki lśnią. Mama podczas video rozmowy, zapytała czy są mokre, bo polerują je maszynami do froterowania. Nie ma śmieci. Żadnych. Kosze na śmieci także świecą czystością - niewiarygodne.

W dzielnicy mieszkalnej panuje cisza. Mieszkamy 5 minut od plaży. Słuchać tylko ptaki i szum fal. Głośno jest w centrum. Od hałasu i zabawy jest śródmieście.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...