Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Pośpiech.

Gdynia. Widok z gabinetu stomatologicznego.


Wczoraj dojechaliśmy na czas. Pociąg był wypełniony po brzegi, nie wiem dlaczego sprzedają bilety bez gwarancji miejsca siedzącego? Osoby z ktorymi współdzieliliśmy podróż, kaszlały i kichały, jakby wszystkie jechały na kwarantannę lub jakby ktoś rozpylił drażniący gaz w powietrzu.

W drodze obejrzałem połowę serialu (4 odcinki) Wayward, całkiem niezły thriller, sam raz na dłuższą podróż. W międzyczasie opychalismy się: śliwkami, gruszkami i truskawkami, kanapkami, ciasteczkami i w końcu kabanoskami, na których straciłem plombę. Szlag mnie prawie trafił, bo wypełnienie miało niecały rok. Od razu umówiłem się na wizytę do dentysty. Potem pomyślałem, że może dobrze się stało, bo lepiej teraz, niż za tydzień (w czwartek przeprowadzamy się na stałe, do Hiszpanii). 

Wstaliśmy dość wcześnie. Pogoda była znośna. Poszliśmy do zaprzyjaźnionej kawiarni na śniadanie i przede wszystkim odebrać Shilajit, który w końcu dotarł z Nepalu. Marcin zajął się rozpakowywaniem i sprzątaniem domu, ja pojechałem do dentystki. 

Art z poczekalni

Wyrafinowana przychodnia z widokiem na marinę, w centrum Gdyni, oferuje wszystko dla milionerów. Zorientowałem się po położeniu, wystroju i uśmiechach recepcjonistek. Do ankiety, którą musiałem wypełnić, dostałem bezalkoholowe Proseco w długim kieliszki, a następnie byłem tradycyjnie zabawiamy rozmową. Dentystka również była przeurocza i stwierdziła, że plombę wstawi, ale jeszcze rzuci okiem na innego zęba. Ja powiedziała, tak zrobiła i w rezultacie uleczono mi dwa, zamiast jednego ząbka.

Po wszystkim poszedłem na Ramena, bo do wieczora mam jeść miękkie potrawy. Popołudnie będzie wypełnione wysyłkami i pakowanie kolejnych przesyłek dla cudownych klientów i klientek (⁠ʘ⁠ᴗ⁠ʘ⁠✿⁠)




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...