Ochłodziło się. Tak, jak nam mówiono, stało się to nagle. Plus trzydzieści zmieniło się na dwadzieścia, w ciągu dnia; wieczory i poranki stały się znacznie chłodniejsze.
Korzystając z humoru zakupowego, kupiłem sobie parę ciuszków. Marcin tylko czapeczkę. Nic mu się nie podobało i po raz kolejny obiecałem sobie, że będziemy chodzić na zakupy osobno. Marcin bowiem potrafi przez godzinę przebierać w rzeczach i nic nie kupić, ja zaś wchodzę, podejmuję decyzję w minutę i idę do kasy. Zresztą wszystkie inne rzeczy robimy z podobną, właściwą dla siebie dynamiką.
Wieczór spędziliśmy w domu. Ja trochę grałem w grę i trochę się uczyłem, Marcin wlepiał ślepia w jakiś serial (zapewne) kryminalny.

Komentarze
Prześlij komentarz