Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Minął miesiąc.

Widok na północne Alicante.

Minął nam miesiąc, na nowej ziemi ojczystej. Czas leci szybko, a nasze życie stało się bardziej intensywne. Pojawiły się nowe rutyny i zupełnie zmienił się rozkład naszego dnia. 

Wstajemy o 6:45. To znaczy ja wstaję, Marcin rozpoczyna dzień o 7:00, gdy skończę prysznic. Robimy kawę, pakujemy się i jedziemy do szkoły tramwajem (tramwaj w śródmieściu bardziej przypomina metro). Zajmuje nam to 15 minut i później dodatkowo, 10 minut spaceru. Szkołę kończymy o 12:30.

Po miesiącu umiemy liczyć i znamy około 500-800 słów, pozwalających nam zamówić jedzenie, zapytać o drogę, przedstawić się, opowiedzieć trochę o sobie i swoich zainteresowaniach. Marcinowi gramatyka spędza sen z powiek, dla mnie jest raczej prosta, bo znam pokrewne języki i wiele rzeczy jest zwyczajnie podobnych. Poza tym hiszpański wydaje się dość łatwy (na pewno łatwa jest wymowa).

Droga do szkoły 

Po szkole jemy lunch i wracamy do domu. Ja pracuję, Marcin idzie na spacer. O 17:30 kończę i wychodzę na plażę, Marcin robi kolację. Później się uczymy, czasami nawet 3 godziny. W okolicach 22, Marcin udaje się do sypialni, ja zazwyczaj przygotowuję materiały dla kursantek i kursantów, uczę się (czytam) przedmiotów z psychoterapii i czasami rozwiązuję testy. Potem jeszcze przed snem, powtarzam hiszpańskie słówka z danego dnia i idę spać około północy. 

Listopadowa aura miasta 

Weekendy mamy nieco luźniejsze, jednak i tak muszę pracować i dużo się uczyć. Najgorsze są poniedziałki, bo oprócz wymienionych wcześniej rzeczy, mam 4 godzinne praktyki w gabinecie psychologicznym (online). 

W piątki wychodzimy na drinka, co zazwyczaj kończy się powrotem taksówką, nad ranem. Wczoraj na przykład niechcący byłem gwiazdą wieczoru, Hiszpanie uczyli mnie nowego tańca (Marcin stanął w kącie i z naburmuszoną miną powtarzał, że nie będzie się wygłupiał). Machałem rączkami udając aniołka, później jakieś wężyki i bioderka (kręcenie, przysiady oraz inne cuda niewidy). W telefonie mam chyba 10 nowych numerów do chłopaków z wczoraj, więc baza znajomych się rozwija. 

Chyba masz ulubiony klub


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...