Muszę znów przewartościować wszystko, bo nie jestem pewien, czy to co robię i jak żyję, nie wynika z jakiś nie przepracowanych rzeczy?
Owszem, żyję tak, jak chcę. Ale po jakiego... ja tak dużo robię i dla kogo się staram? Kogo oczekiwania spełniam. Swoje? A może rana bycia niedocenianym zmusza mnie do ciągłego udowadniania, że mogę robić ciągle więcej?
Po co na przykład studiuję kolejny kierunek? Psychoterapia jest trudna i wymagająca. Praktyki zabierają mi całe godziny w tygodniu. A mógłbym przecież obejrzeć sobie jakiś serial. No i po co studiuję hiszpański? Uczę się go tak pilnie jakbym brał udział w jakimś konkursie. Całymi godzinami powtarzam słówka i piszę wypracowania. Owszem, po pięciu tygodniach nauki potrafię już rozmawiać, no ale po co?
I po co ja tyle pracuję? Przecież ja ciągle pracuję.
Ps. W niedzielę pozwoliłem sobie na półtorej godziny odpoczynku i w tym czasie zjadłam cudowne lody jogurtowe.
Pogoda jest bardzo przyjemna. W dzień ciągle temperatura dochodzi do 20°C, w nocy jednak spada do 14°.

Komentarze
Prześlij komentarz