Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Dzień za dniem.

Czas leci jak oszalały, a pogoda się psuje. Hiszpanie, jak Anglicy gadają wyłącznie o pogodzie i mówią, że to "niewiarygodne" (tak, są dramatycznie, jak Włosi). Meteorolodzy tłumaczą, że mamy do czynienia z rzadkim zjawiskiem w którym dwa ośrodki niżowe krążą wokół siebie, co wzmacnia siłę wiatru i opadów. Nazywają to "pociągiem niżów", bo jedna burza nie zdąży odejść, a już nadciąga kolejna. W Alicante burz nie ma, ale błękitne niebo nie pojawia się tak często jak w ostatnich trzech miesiącach. Przed nami luty - ponoć najzimniejszy tu miesiąc (12°C średnio). Zobaczymy. 

W szkole zbliża się kolejny egzamin. Powoli zaprzyjaźniam się z ludźmi z klasy, zaczynamy rozmawiać, po hiszpańsku. W każdą środę wychodzimy też do pubu, aby gadać o pierdołach, szlifując język. Bardzo podoba mi się taka forma nauki. Kaleczymy pewnie całe zdania, no ale jak inaczej moglibyśmy się nauczyć? 

Mamy też gości. Iksy przyjechali na tydzień. Staramy się pokazać im miasto i mam nadzieję, że dobrze się bawią. Wkurza mnie tylko to, że legendarna pogoda zmieniła się w typową, zmienną, wietrzną i dość wilgotną. Ja już tak mam że chciałbym nawet pogodę zamówić dla osób które są bliskie. Muszę się tylko oduczyć. To się przyjaciele przyjechali w styczniu ponieważ są ferie w tym czasie. Dzisiaj pojechali do Barcelony na jeden dzień. 

A my... Jutro się przeprowadzamy. Trzy i pół miesiąca minęło jak okamgnienie. Przenosimy się do centrum do większego mieszkania. Będę miał bliżej do szkoły i do rozrywki którą sobie bardzo cenię. Jestem tutaj po to aby nauczyć się hiszpańskiego. To mój cel na 2026 rok. Nie wiem czy jeden rok starczy mi na osiągnięcie poziomu zaawansowanego, ale staram się jak mogę. Czasami mózg mi paruje i nie mogę spać, budzę się i włączają mi się odmiany czasowników nieregularnych. Dawno tak intensywnie się niczego nie uczyłem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...