Dodatkowo EasyJet wprowadził świetne udogodnienie: zautomatyzowany system, dzięki któremu bagaż mogłem nadać samodzielnie jeszcze wieczorem, w przeddzień podróży. Dzięki temu rano wszystko przebiegło błyskawicznie – po wstaniu i odświeżającym prysznicu od razu skierowałem się do kontroli bezpieczeństwa. Chwila relaksu przy kawie i mogłem spokojnie wejść na pokład samolotu.
Wystartowaliśmy punktualnie. Gdy tylko osiągnęliśmy wysokość przelotową, załoga ruszyła ze sprzedażą kanapek. Brytyjczycy wręcz rzucili się na te z serem i bekonem – bez przesady, nigdy wcześniej nie widziałem w samolocie tak zbiorowego ataku głodu! Wyglądało to tak, jakby nie jedli co najmniej od przedwczoraj. W całym tym zamieszaniu jeden z pasażerów oblał się kawą, kolejna pasażerka herbatą, a steward ledwo nadążał z roznoszeniem serwetek.
Początkowo ta scena całkiem mnie bawiła, jednak z czasem zacząłem dostrzegać w tej sytuacji jakąś dziwaczną, wręcz przytłaczającą energię panoszącą się w kabinie. Postanowiłem „oczyścić” wszystko w myślach i wyciszyć się, próbując utrzymać koncentrację mimo nieustannych turbulencji i przeszywającego krzyku dziecka. Medytacja pomogła. Zasnąłem.
Z drzemki wyrwał mnie komunikat: w Alicante panują fatalne warunki pogodowe, musimy lądować w sąsiednim mieście. Pomyślałem, że to jakaś niedorzeczna mistyfikacja – przecież tam niebo niemal zawsze jest nieskazitelne. Wyjrzałem przez okno; soczyście zielone wzgórza były doskonale widoczne aż po sam horyzont.
Gdy osiedliśmy w Murcji, zapanował totalny chaos informacyjny. Najpierw zapowiedziano autobusy zastępcze, potem kazano nam czekać w samolocie, by po chwili wrócić do pierwotnej wersji. W kabinie zawrzało – ludzie zaczęli się kłócić, a część pasażerów była już wyraźnie wstawiona. Ponad połowa osób, zniecierpliwiona bałaganem, postanowiła opuścić pokład na własne życzenie. W konsekwencji załoga musiała drobiazgowo zweryfikować każdy bagaż, upewniając się, czy właściciel danej walizki wciąż znajduje się w samolocie.
Postanowiłem zachować spokój i nie ruszać się z miejsca. To była świetna decyzja – zaledwie kwadrans po zakończeniu kontroli bagażowej wystartowaliśmy w stronę celu. Finałowy lot trwał zaledwie dwanaście minut.



Komentarze
Prześlij komentarz