Przejdź do głównej zawartości

Londyn - Alicante. Dziki lot.


Ze względu na wczesną godzinę odlotu (7:30), zdecydowałem się na nocleg bezpośrednio na lotnisku. Bardzo cenię sobie hotele kapsułowe – oferują dokładnie to, co niezbędne, włącznie z niezawodną usługą budzenia. Ich największym atutem jest lokalizacja tuż pod halą odlotów, co pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu.
​Dodatkowo EasyJet wprowadził świetne udogodnienie: zautomatyzowany system, dzięki któremu bagaż mogłem nadać samodzielnie jeszcze wieczorem, w przeddzień podróży. Dzięki temu rano wszystko przebiegło błyskawicznie – po wstaniu i odświeżającym prysznicu od razu skierowałem się do kontroli bezpieczeństwa. Chwila relaksu przy kawie i mogłem spokojnie wejść na pokład samolotu.

Wystartowaliśmy punktualnie. Gdy tylko osiągnęliśmy wysokość przelotową, załoga ruszyła ze sprzedażą kanapek. Brytyjczycy wręcz rzucili się na te z serem i bekonem – bez przesady, nigdy wcześniej nie widziałem w samolocie tak zbiorowego ataku głodu! Wyglądało to tak, jakby nie jedli co najmniej od przedwczoraj. W całym tym zamieszaniu jeden z pasażerów oblał się kawą, kolejna pasażerka herbatą, a steward ledwo nadążał z roznoszeniem serwetek.
​Początkowo ta scena całkiem mnie bawiła, jednak z czasem zacząłem dostrzegać w tej sytuacji jakąś dziwaczną, wręcz przytłaczającą energię panoszącą się w kabinie. Postanowiłem „oczyścić” wszystko w myślach i wyciszyć się, próbując utrzymać koncentrację mimo nieustannych turbulencji i przeszywającego krzyku dziecka. Medytacja pomogła. Zasnąłem. 


Z drzemki wyrwał mnie komunikat: w Alicante panują fatalne warunki pogodowe, musimy lądować w sąsiednim mieście. Pomyślałem, że to jakaś niedorzeczna mistyfikacja – przecież tam niebo niemal zawsze jest nieskazitelne. Wyjrzałem przez okno; soczyście zielone wzgórza były doskonale widoczne aż po sam horyzont.

​Gdy osiedliśmy w Murcji, zapanował totalny chaos informacyjny. Najpierw zapowiedziano autobusy zastępcze, potem kazano nam czekać w samolocie, by po chwili wrócić do pierwotnej wersji. W kabinie zawrzało – ludzie zaczęli się kłócić, a część pasażerów była już wyraźnie wstawiona. Ponad połowa osób, zniecierpliwiona bałaganem, postanowiła opuścić pokład na własne życzenie. W konsekwencji załoga musiała drobiazgowo zweryfikować każdy bagaż, upewniając się, czy właściciel danej walizki wciąż znajduje się w samolocie.
​Postanowiłem zachować spokój i nie ruszać się z miejsca. To była świetna decyzja – zaledwie kwadrans po zakończeniu kontroli bagażowej wystartowaliśmy w stronę celu. Finałowy lot trwał zaledwie dwanaście minut.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...