Zaraz po przyjeździe do Wrocławia, poszedłem do hotelu, zameldowałem się i chwilę potem pojechałem tramwajem na spotkanie z panią dermatolog. Niestety powiedziała, że mój problem (pojawiające się raz na jakiś czas wypryski we włosach z tyłu głowy) będzie wracał i nie ma sensu leczyć go wewnętrznie.
Nie będę tego jakoś szczególnie tłumaczył, natomiast zgadzam się z nią. Całożyciowa ścisła dieta eliminacyjna lub łykanie pigułek bez końca, nie są żadnym rozwiązaniem. Wziąłem więc mazidło i będę się smarował przez tydzień aż zejdzie.
W sobotę rano wstałem i poszedłem na uczelnię. Poziom wykładów wprowadził mnie w zażenowanie, no ale chyba takie mamy czasy. Przepadli profesorowie i profesorki, wykładający swoje teorie pasją, graniczącą z szaleństwem. Teraz nikt się już nie podnieca nauką. Osoby uczestniczące w wykładach wydawały się mało zainteresowane: większość oglądała filmiki na tik toku lub po prostu rozmawiała. Bardzo mnie to drażniło, szczególnie ciągle wychodzącej wchodzący ludzie do sali.
Po dwóch wykładach poszedłem na zakupy, kupiłem wiele rzeczy których nie mamy w Hiszpanii i wysłałem sobie Inpostem. Paczka niestety dopiero będzie wzięta w poniedziałek, bo chyba ją za późno nadałem. Ale w sumie nie ma to większego znaczenia.
Wieczorem poszedłem do Surowca. Było nawet sporo ludzi i fajna muzyka. Dla mnie było to dosyć trudne, bo przestałem pić alkohol i wyjście na imprezę, zwłaszcza samemu, bez alkoholu, wydaje się dziwaczne. Poza tym zrezygnowałem też z cukru, więc naprawdę dobór drinka nie było łatwy. Zamówiłem sobie herbatę i wodę niegazowaną. Zdecydowanie mam to do przerobienia.
Wróciłem spacerem (20 minut) i w tym czasie zdążyłem zniszczyć sobie skórę na dłoniach. W ogóle nie czułem że jest aż tak zimno, ale jak przyszedłem do hotelu zauważyłem, że popękała mi skóra. Są to mikro uszkodzenia więc sobie z nimi poradzę w dwa dni, ale bardzo się tym zdziwiłem.



Komentarze
Prześlij komentarz