Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Zmiany.

Marcin w żywiole gotowania.

W ostatnią sobotę przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania w samym sercu miasta. Teraz na uczelnię możemy chodzić pieszo, choć przystanek tramwajowy mamy dosłownie pod nosem – zaledwie 30 sekund od klatki schodowej. Wybieramy jednak spacer, dbając o zdrowie i codzienne wykręcanie liczby kroków.

Nasze lokum ma 87 m² i składa się z czterech pokoi, kuchni oraz łazienki. Fenomenem są balkony – każdy pokój posiada własny, a wszystkie łączą się w jedną całość. Przedzielono je szklanymi drzwiami i osłonięto przesuwnymi oknami, dzięki czemu pełnią funkcję przytulnych werand. Wnętrze urządzono w „stylu babcinym” – jest nieco pstre, ale ma swój urok. Największą zaletą tego wystroju jest to, że dom jest w pełni wyposażony; mamy tu absolutnie wszystko, czego potrzeba do życia.

Marcin uczęszcza do szkoły dwa razy w tygodniu – szybsze tempo nauki po prostu mu nie odpowiadało. Ja chodzę codziennie i za trzy tygodnie czeka mnie kolejny egzamin. Potem przechodzę na tryb indywidualny; wyższy poziom będę szlifował na lekcjach prywatnych 1 na 1. Planuję skończyć w połowie maja. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, kolejny etap edukacji zrealizuję już w Salamance, do której przeprowadzamy się 30 maja. Zamierzamy zostać tam przez 3-4 miesiące. Naszym celem ostatecznym jest Madryt, ale zanim tam osiądziemy, chcę poznać Hiszpanię i opanować język na tyle dobrze, by swobodnie rozmawiać z każdym.

Moja codzienność jest teraz prosta i zdyscyplinowana. Wstaję o 7:00, biorę prysznic i przygotowuję posiłki do pudełek – od ponad miesiąca jestem na intensywnej diecie ketogenicznej. Ze szkoły wracam około 14:00, po czym pracuję do 18:00. Wieczorem Marcin gotuje kolację, którą jemy wspólnie, a od godziny 19:00 do północy siedzę nad książkami. I tak w kółko. Soboty rezerwuję wyłącznie na własne przyjemności, niedzielne poranki spędzamy razem, a po południu wracam do pracy i nauki.

Popołudniowa drzemka w gabinecie.

Popołudniową drzemkę ucinam sobie w gabinecie. Odstawiłem alkohol, co automatycznie wykluczyło kluby i życie nocne. Co zaskakujące – zupełnie mi tego nie brakuje. Przynajmniej na razie czuję, że to była świetna decyzja.

Popularne posty z tego bloga

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...