Wstaliśmy przed dziewiątą i po porannych czynnościach myjących, wyszliśmy z hotelu, z zamiarem zwiedzania miasta.
Bóg chciał, aby pogoda była piękna i niebo niebieskie. Pokazałem mężowi dzielnicę gotycką, z charakterystycznymi, wąskimi uliczkami, zwiedziliśmy kilka lokalnych galerii sztuki oraz lokalną katedrę.
Gdy Marcin zgłodniał, poszliśmy zjeść śniadanie do koreańskiej knajpy. Było pysznie, choć jedzenie jest teraz dla mnie wyzwaniem, ale trochę poskubałem. Zaspokojeni, poszliśmy zwiedzić marinę i plażę.
Później spacerem wróciliśmy na plac kataloński i postanowiliśmy odpocząć godzinę w hotelu.
Wieczór spędziliśmy najpierw w Jambore, świetnym klubie, w którym codziennie odbywają się koncerty. Później zjedliśmy kolację w restauracji japońskiej (znów zjadłem tylko 1/3 porcji), po czym poszliśmy na drinka, do nowo odkrytego super klubu. Marcin pił wino, a ja wodę, bo rzuciłem picie i kilka innych rzeczy (na przykład cukier).


