Dziś wtorek, więc czas na pomiary. Waga pokazała 80,2 kg, co oznacza, że do celu brakuje już tylko 5 kg. Odwalam kawał ciężkiej roboty i czuję, że przede mną najtrudniejszy etap. Muszę spalić resztkę tłuszczu, jednocześnie budując masę mięśniową. W dni robocze codziennie melduję się na siłowni i ćwiczę po dwie i pół godziny. Na razie działam sam, ale myślę o trenerze personalnym – widzę, że będę go potrzebował, bo nie wszystko potrafię zrobić sam, a zresztą, dlaczego miałbym potrafić?
Dziś zacząłem suplementację kreatyną. Na razie trwa faza „ładowania” – biorę 20 g dziennie. Tak należy robić przez pierwsze 7 dni, a potem przechodzi się na 5 g i można tak suplementować stale. Kreatyna to świetnie przebadany specyfik i wszystkie badania potwierdzają, że naprawdę pomaga osobom po pięćdziesiątce w wielu istotnych kwestiach. Przy tak dużej redukcji muszę jeszcze dorzucić aminokwasy EAA oraz HMB – pierwsze w dni treningowe, drugie codziennie, żeby organizm nie wpadł na pomysł pozbywania się mięśni zamiast tłuszczu. Do tego dochodzi Omega-3 i witaminy. Trochę się tego uzbierało, ale skoro postanowiłem pozbyć się niemal połowy dawnego siebie, to nie ma innej drogi.
Marcin, widząc moje rezultaty, również wkroczył na tę ścieżkę i odchudzamy się razem. Po pierwszych tygodniach był dziś w euforycznym humorze, bo u niego też już 6 kg na minusie. Wiadomo – na początku chudnie się szybko, potem idzie oporniej.
Poza tym klamka zapadła. Właśnie ostatni raz zapłaciłem za mieszkanie w Alicante i na krótki czas wracamy do Polski. Wcześniej jednak lecimy do Londynu na przedstawienie dyplomowe Tary (córki mojej przyjaciółki, Anety). Potem odwiedzi nas Kamila, później mama, a w międzyczasie czekają mnie jeszcze dwa warsztaty i masa pracy. Czas zapowiada się, jak zwykle, intensywnie. Aha, jakby ktoś nie wiedział – piszę kolejną książkę. No i jakoś leci.

Brawo! Ale czy 75 kg to nie za mało, jak na ciebie? Ile masz wzrostu?
OdpowiedzUsuńJestem centymetr wyższy od ciebie, ale maleję (。•̀ᴗ-)✧
OdpowiedzUsuńMoja wagą idealna to ponoć 75