Hiszpanie są obłędni. Każdego dnia zakładają capirote - charakterystyczne, wysokie i spiczaste kaptury z wycięciami na oczy i łażą wąskimi uliczkami nosząc wielkie, przenajświętsze figury. Mijam ich w drodze do siłowni lub kawiarni. W porównaniu z Polską tutejszy dewotyzm jest uderzający, a powszechna hipokryzja sprawia, że to poczucie zakłamania towarzyszy człowiekowi na każdym kroku.
Odpoczywam. Rygorystyczna dieta zaczyna mnie nieco osłabiać - muszę zrobić badania. Biorę masę suplementów, ale muszę sprawdzić czy nie pojawiają się jakieś niedobory (co byłoby normalne). Chudnę od kilograma do dwóch tygodniowo, co jest dość radykalnym posunięciem, ale taki jestem i nigdy się nie zmienię. Gdy wymyśliłem sobie tunele w uszach, zamiast czekać i rozciągać, kazałem sobie rozciąć uszy i wyjąc z bólu włożyłem tytanowe obręcze. Mam je do dzisiaj i bardzo lubię.
Świąt nie obchodzimy w tym roku. Wykorzystujemy wolne na długie spacery (20 - 30 tysięcy kroków). Zazwyczaj dochodzimy do kamiennej plaży z charakterystycznymi balkonami w skałach, na których siedzimy, patrząc w morze. W Alicante jest już ciepło. Ale wszyscy mówią, że to najzimniejszy rok (nie tylko w Hiszpani). Tylko czekam, aż eksperci ogłoszą, że zima i wiosna były najcieplejsze w historii. Przeraża mnie poziom manipulacji danymi, choć także trochę fascynuje. Bo jest to na swój sposób niezwykłe.

Komentarze
Prześlij komentarz