Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Wielki tydzień.

Hiszpanie są obłędni. Każdego dnia zakładają capirote - charakterystyczne, wysokie i spiczaste kaptury z wycięciami na oczy i łażą wąskimi uliczkami nosząc wielkie, przenajświętsze figury. Mijam ich w drodze do siłowni lub kawiarni. W porównaniu z Polską tutejszy dewotyzm jest uderzający, a powszechna hipokryzja sprawia, że to poczucie zakłamania towarzyszy człowiekowi na każdym kroku.

Odpoczywam. Rygorystyczna dieta zaczyna mnie nieco osłabiać - muszę zrobić badania. Biorę masę suplementów, ale muszę sprawdzić czy nie pojawiają się jakieś niedobory (co byłoby normalne). Chudnę od kilograma do dwóch tygodniowo, co jest dość radykalnym posunięciem, ale taki jestem i nigdy się nie zmienię. Gdy wymyśliłem sobie tunele w uszach, zamiast czekać i rozciągać, kazałem sobie rozciąć uszy i wyjąc z bólu włożyłem tytanowe obręcze. Mam je do dzisiaj i bardzo lubię.

Świąt nie obchodzimy w tym roku. Wykorzystujemy wolne na długie spacery (20 - 30 tysięcy kroków). Zazwyczaj dochodzimy do kamiennej plaży z charakterystycznymi balkonami w skałach, na których siedzimy, patrząc w morze. W Alicante jest już ciepło. Ale wszyscy mówią, że to najzimniejszy rok (nie tylko w Hiszpani). Tylko czekam, aż eksperci ogłoszą, że zima i wiosna były najcieplejsze w historii. Przeraża mnie poziom manipulacji danymi, choć także trochę fascynuje. Bo jest to na swój sposób niezwykłe.

Komentarze

  1. O! Mnie te procesje w Wielkim Tygodniu pewnie by się bardzo podobały :D

    Marcin z wąsami wygląda dziwnie. Jak Turek z tureckiej telenoweli. Skorumpowany turecki urzędnik albo policjant domagający się łapówki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin z pewnością bardzo cię polubi, jak przeczyta ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...