Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Brak Eurowizji.

Czarny ekran, który ukazał się w TV.

Mam wielki szacunek dla Hiszpanii i innych krajów, które zbojkotowały tegoroczne zawody Eurowizji. Nigdy nie byłem fanem tego muzycznego cyrku, głównie ze względu na poziom prezentowanych tam wykonań. Dodatkowo zawsze drażnił mnie system głosowania, który prowadził do zwycięstw osób niekoniecznie śpiewających najlepiej, ale prezentujących jakąś pożądaną akurat treść lub postawę. Krótko mówiąc, denerwowało mnie, że za każdym razem chodziło o coś zupełnie innego niż o samą muzykę.

Gwoździem do trumny okazało się dopuszczenie Izraela do konkursu. Przede wszystkim dlatego, że kraj ten jest oprawcą i zabija niewinnych ludzi. Zupełnie tak jak Rosja. Tyle tylko, że w przypadku Rosji podjęto decyzję o wykluczeniu z uczestnictwa, a Izrael jakimś cudem wciąż jest dopuszczany. I to mi się bardzo nie podoba. Poza tym Eurowizja z założenia miała być konkursem dla Europejczyków, na co jednoznacznie wskazuje sama nazwa. Rosja leży w Europie przynajmniej częściowo, a Izrael częścią Europy nigdy nie był i nie będzie. Skoro więc ukarano rosyjskich piosenkarzy, którzy przecież też tylko sobie śpiewali, dlaczego nie zastosowano takich samych sankcji wobec kraju, którego działania od miesięcy przynoszą śmierć niewinnym dzieciom i cywilom? Taki brak konsekwencji niesamowicie mnie irytuje.

Z powodu bojkotu publicznego nadawcy RTVE w Hiszpanii nie wyemitowano finału konkursu, więc siłą rzeczy nie miałem nawet okazji go tam obejrzeć. I bardzo dobrze, bo i tak bym tego nie zrobił. Postanowiłem ostatecznie zbojkotować ten cyrk i nigdy więcej nie zamierzam go oglądać. Wysłuchałem jedynie polskiej piosenki pod tytułem Pray w wykonaniu Alicji Szemplińskiej i muszę przyznać, że była na naprawdę wysokim poziomie. Wcześniej nie znałem tej artystki, ale na pewno zacznę jej słuchać, bo ma niesamowicie fajny, głęboki głos. Słyszałem też przypadkiem utwór zwycięzcy tegorocznej edycji, czyli piosenkę Bangaranga, którą wykonała reprezentująca Bułgarię Dara. Dla mnie to absolutnie masakryczne odkrycie muzyczne, skupiające w sobie wszystko to, czego w utworach najbardziej nie lubię.

Żegnam się zatem z Eurowizją na zawsze i bez najmniejszego żalu. Uważam, że pozostałe kraje powinny były postąpić dokładnie tak jak Hiszpania i pokazać, że mają jaja. Skandalem pozostaje dla mnie fakt, że Polska przyznała Izraelowi aż 12 punktów. W nowej Eurowizji rzekomo też chodzi o to, kto jak śpiewa, jednak nagradzanie najwyższą notą i chwalenie reprezentanta tamtego państwa jest w obecnej sytuacji naganne moralnie. Dla mnie brzmi to jak ciche przyzwolenie: "zabijajcie sobie dzieci, kobiety i róbcie, co chcecie, bo nas to nie obchodzi, nas interesuje tylko muzyka i to, że ładnie śpiewacie, więc róbcie to dalej" . A cywile niech giną, jakby byli jednostkami drugiej kategorii. 

W zupełności popieram stanowisko Hiszpanii, która tuż przed bojkotem transmisji wyświetliła na czarnej planszy jednoznaczny komunikat: "Festiwal Eurowizji to konkurs, ale prawa człowieka nim nie są. Nie ma miejsca na obojętność. Pokój i sprawiedliwość dla Palestyny". 

Komentarze

  1. O proszę, nie wiedziałem o tym hiszpańskim bojkocie. Konkursu nie oglądam od dawna i że w sobotę był finał nawet nie pamiętałem. Z polskiej piosenki, którą słyszałem w poniedziałek czy wtorek pamiętam tylko, że pani miała na cyckach jakąś zbroję. Bangaranga będę musiał nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bangaranga nie straszna. Ciekawy jestem twojego zdania.

      Usuń
    2. Da się posłuchać, ale nigdy bym nie pomyślał, że to bułgarska piosenka.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...