O 6:30 obudziło mnie ostre słońce. Wstałem, napiłem się wody z kreatyną, witaminą C i elektrolitami, po czym poczułem przyjemne łaskotanie endorfin. W Hiszpanii robi się jasno dużo później i poranki są raczej depresyjne – ta myśl uderzyła mnie z siłą wodospadu i nagle wszystko stało się jasne.
Spakowałem plecak i mimo zmęczenia po wczorajszym locie poszedłem na siłownię. Wykupiłem karnet w znanej sieciówce słynącej z doskonałego stanu maszyn. Ogromną zaletą jest także duża liczba oddziałów, dzięki czemu podróżując po Polsce, będę mógł korzystać z dowolnej sali ćwiczeń należącej do tej sieci. Na miejscu urzekło mnie kilka rzeczy: cisza, brak tłumów i czystość. W Alicante czułem się jak w gwarnym barze, gdzie dodatkowo walczyło się o maszyny i stawało w kolejce, aby zarezerwować miejsce. O czystości w tamtejszych klubach wolę nawet nie wspominać.
W życiu nie przypuszczałem, że tak bardzo znielubię Hiszpanię.

Aż sprawdziłem z ciekawości - jest ponad dwie godziny różnicy między tymi wschodami słońca. Jak ktoś lubi rano wstawać to może to zauważyć i poczuć.
OdpowiedzUsuńTak! Słońce wstaję w Hiszpanii naprawdę znacznie później. I zachodzi późno. Po 22 latem.
Usuń