Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Tęczowe kluby.














Prawa LGBT+ w Nepalu, nie są do końca określone, ale sytuacja poprawia się z roku, na rok. Wiele osób tej samej płci decyduje się na śluby, jednak nie są one oficjalnie uznawane. Co dziwaczne, para tej samej płci, może adoptować dziecko! Nepal jest też krajem, który uznał istnienie "trzeciej płci" i chyba dlatego mieszka tu wiele osób transpłciowych. Najważniejsze jest jednak to, że nikt tutaj nie dyskryminuje inności i każdy może żyć tak, jak chce.

Centrum rozrywki w Kathmandu jest ठमेल (czytaj tamel). Ulice są zawsze tłoczne, nawet w okresie takim jak teraz, gdy nie ma wielu turystów. Uliczni sprzedawcy oferują wszystko co można sobie wyobrazić, oraz to, co wyobraźnię przekracza (na przykład fujarki, które podczas grania pompują balon). Na każdym rogu, można również nabyć marihuanę, kokainę, LSD i inne używki, wliczając domowej roboty raksi (którą piliśmy ostatnio na wsi z butelek po fancie). 

Pojechaliśmy z Anetą do Pink Tiffany, najbardziej popularnego klubu gejowskiego. Bawiliśmy się bez Marcina, bo w ostatniej chwili dostał rozwolnienia i jechać nie chciał. Ale on tak ma, więc kupiłem mu tabletki i zostawiłem go z Netflixem. 





Piszę notatkę

Komentarze

  1. Ale na jakiej zasadzie uznał trzecią płeć - można być kobietą, mężczyzną, albo kimś nieokreślonym?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak generalnie chodzi o osoby wyglądające i zachowujące się jak kobiety, które urodziły się jako mężczyźni. Nie spotkałem się z sytuacją odwrotną.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...