Po wspólnej kolacji i późniejszym spacerze nad rzeką i w rezultacie do 15 piętrowego centrum handlowego, gdzie kupiłem butelkę japońskiego wina, wróciliśmy do domu. Marcin zaległ na sofie, a ja przy stole. Odcięliśmy się od siebie słuchawkami i każdy z nas zrobił sobie wieczór filmowy. Ja sentymentalny. Najpierw pijąc wino, oglądałem powroty żołnierzy do domów i wzruszałem się reakcjami ich rodzin, później poszedłem do wanny, w której obejrzałem cały film "Uwierz w ducha". Upłakałem się na końcu, następnie umyłem twarz, wklepałem krem pod oczy i na twarz, olejek do włosów, balsam do ciała i położyłem się koło śpiącego już Marcina.
Teraz jeszcze poczytam kilka stron książki i spróbuję usnąć.
Moją teraźniejszą lekturą jest "Limes Inferior" Janusza Zajdla. Uwielbiam ten rodzaj fantastyki (socjologicznej). Poza tym okazuje się prorocza, przedstawiając życie ludzi w ustroju technokratycznym, do którego zmierzamy.
Nie mogę zrozumieć tych wszystkich debili popierających próby zrobienia z ludzi marionetek systemu. Mam nadzieję, że ludzie nie pozwolą zniewolić się nadmierną kontrolą i techno reżimem, który fundują im współczesne rządy...

Uwierz w ducha, fajny film. Końcówka bardzo amerykańska, ale całość nadal bawi i wzrusza.
OdpowiedzUsuńDługie wylegiwanie się w wannie - tutaj też byśmy znaleźli punkt wspólny.
Ale oglądanie powrotu żołnierzy i wino... Nawet jakby było słodkie - a podejrzewam, że wytrawne wziąłeś - za czerwonym nie przepadam.
Coraz więcej punktów wspólnych. No i kto by pomyślał...
UsuńZawsze mieliśmy sporo :)
Usuń