Przejdź do głównej zawartości

Osaka. Kiyomi 2020 i wanna z pianą.











Po wspólnej kolacji i późniejszym spacerze nad rzeką i w rezultacie do 15 piętrowego centrum handlowego, gdzie kupiłem butelkę japońskiego wina, wróciliśmy do domu. Marcin zaległ na sofie, a ja przy stole. Odcięliśmy się od siebie słuchawkami i każdy z nas zrobił sobie wieczór filmowy. Ja sentymentalny. Najpierw pijąc wino, oglądałem powroty żołnierzy do domów i wzruszałem się reakcjami ich rodzin, później poszedłem do wanny, w której obejrzałem cały film "Uwierz w ducha". Upłakałem się na końcu, następnie umyłem twarz, wklepałem krem pod oczy i na twarz, olejek do włosów, balsam do ciała i położyłem się koło śpiącego już Marcina.

Teraz jeszcze poczytam kilka stron książki i spróbuję usnąć. 

Moją teraźniejszą lekturą jest "Limes Inferior" Janusza Zajdla. Uwielbiam ten rodzaj fantastyki (socjologicznej). Poza tym okazuje się prorocza, przedstawiając życie ludzi w ustroju technokratycznym, do którego zmierzamy. 

Nie mogę zrozumieć tych wszystkich debili popierających próby zrobienia z ludzi marionetek systemu. Mam nadzieję, że ludzie nie pozwolą zniewolić się nadmierną kontrolą i techno reżimem, który fundują im współczesne rządy...

Komentarze

  1. Uwierz w ducha, fajny film. Końcówka bardzo amerykańska, ale całość nadal bawi i wzrusza.
    Długie wylegiwanie się w wannie - tutaj też byśmy znaleźli punkt wspólny.
    Ale oglądanie powrotu żołnierzy i wino... Nawet jakby było słodkie - a podejrzewam, że wytrawne wziąłeś - za czerwonym nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz więcej punktów wspólnych. No i kto by pomyślał...

      Usuń
    2. Zawsze mieliśmy sporo :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...