Przejdź do głównej zawartości

Alicante. Wiosna.

Wiosna w Alicante przyszła dokładnie taka, jaką kocham najbardziej. Niebo jest bezwstydnie błękitne, trawa bije po oczach soczystą zielenią, a na kolorowych kwiatach zaczęły siadać pierwsze motyle. Wszystko wokół pachnie tak obłędnie, że aż chce się brać głębokie oddechy. Choć brakuje mi trochę pszczół – może to jeszcze dla nich za wcześnie? – to natura nie pozostawia złudzeń, że życie ruszyło z kopyta. Niestety, wraz z tym pięknem obudziły się też komary, które nie dają nam żyć, a szczególnie upodobały sobie Marcina. Skończyło się na zakupie trucizny do kontaktu, bo nocne polowania stały się po prostu nie do zniesienia. Nie było wyjścia.

Ten czas rozkwitu zbiegł się u mnie z wielkimi zmianami wewnętrznymi. Podjąłem decyzję, która jeszcze niedawno wydawała mi się niemożliwa: zrezygnowałem ze szkoły językowej. Stało się to nagle, tuż przed kolejnym egzaminem. Wracając do domu, zacząłem się zastanawiać, po co właściwie funduję sobie to mordercze tempo. Usiadłem na piasku, patrząc w morze i wtedy to poczułem. Coś pękło. Jedna z tych głęboko ukrytych, nieprzepracowanych traum z dzieciństwa po prostu puściła. W jednej chwili napisałem do szkoły, że rezygnuję z egzaminu i dalszej nauki w tej formie. To nie oznacza, że poddaję się w nauce hiszpańskiego. Nauczę się mówić biegle, ale zrobię to na własnych warunkach, bez walki z samym sobą i bez niszczenia swojego dobrostanu. Gdy tylko wysłałem tę wiadomość, poczułem niewyobrażalną ulgę. I zamiast do książek, poszedłem na siłownię.

Jeśli chodzi o formę fizyczną, wszystko idzie zgodnie z planem. Odchudzanie postępuje, a siłownia cztery razy w tygodniu stała się moim rytuałem. Po pięćdziesiątce utrata mięśni to realne zagrożenie, a ja nie chcę ich tracić razem z kilogramami. Na szczęście polubiłem tę atmosferę, te wszystkie ciężary i wysiłek, który muszę w to włożyć. Daje mi to niesamowitego, pozytywnego kopa. Rezygnacja ze szkoły była iskrą, która rozpaliła we mnie potrzebę kolejnych zmian. W końcu obudziłem się z jakiegoś dziwnego letargu. Zrozumiałem, że nie muszę być we wszystkim najlepszy, nie muszę za wszystko odpowiadać ani spełniać niczyich oczekiwań. Jedyne, czego teraz naprawdę chcę, to żyć w całkowitej zgodzie z własnym „widzimisię”.


Kolejnym elementem tej mojej nowej drogi jest całkowita rezygnacja z alkoholu – zaraz miną trzy miesiące, odkąd nie wypiłem ani kropli. Nie brakuje mi procentów, ale przyznam, że brakowało mi pewnych smaków. Na szczęście odkryłem świat alternatyw. Polubiłem dżin 0,0%, który z tonikiem bez cukru smakuje idealnie. Jednak piwo bezalkoholowe jest jeszcze większym hitem. Ma tę charakterystyczną goryczkę, głęboki aromat i bąbelki, a przy tym zero cukru i żadnych sztucznych dodatków. To dla mnie genialny, zdrowy izotonik, który świetnie nawadnia.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...