Znalazłem dobre piwo bezalkoholowe i bez cukru. Jutro zamówię więcej, z dostawą do domu. Carlsberg 0.0%. Smakuje i pachnie jak lubię i ma pożądaną goryczkę.
Siedzę i rozmyślnie zajmuję się nicnierobieniem. Cudowne uczucie. Dzisiaj w ogóle zrobiłem sobie dzień resetu: długo spałem, poszedłem na omlet do ketogenicznego bistro, potem do kina, a po nim na tort białkowy, bez grama cukru rzecz jasna. To niesamowite jak bezwęglowodanowe jedzeniówki zaczęły dominować rynek.
Po deserze podkręciłem się po ksiegarnio-kawiarniach (też całkiem nowe i częste połączenie) i kupiłem "26 lekcji które dałabym młodszej sobie". Spodobał mi się spis treści, poza tym pasuje do szkolenia, którego program rozwijam.
Zrobiłem zakupy wieczorem. Marcin ugotował z nich wspaniałe spaghetti na makaronie z konjacu, mięsie z piersi indyka i sycylijskich pomidorach. Zrobił też deser: twaróg 0% z wiórkami kokosowymi i stewią, oblany czekoladą 100% i orzechami pekan. Cała kolacja z deserem i kawą miała 560 kcal, co obliczył Fitatu, w którym rejestrujemy wszystko, co jemy. Marcin dzięki temu schudł już 26 kilo, a ja osiągnąłem swój cel i później 8 kilo ponad zamierzenia (już więcej chudnąć nie mogę).

To Marcin już chyba też zszedł do prawidłowej wagi?
OdpowiedzUsuńJeszcze 8
Usuń