Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Buddyzm.











Przyjechała do nas Malwa. Wczoraj byliśmy razem na spotkaniu z Rinpocze, na którym poległem na etykiecie. Nie umiem w standardy. Czcigodny Lama siedział na kozetce, zrobiliśmy przed nim trzy pełne pokłony (padając przed nim na twarz), potem podarowaliśmy prezenty i klęcząc, rozmawialiśmy. Wyjść należało tyłem. Drogocenny Nauczyciel był bardzo miły i dał nam błogosławieństwo. Zgodził się nawet na prywatne, wspólne zdjęcie.

Dzisiaj zaś wstaliśmy o 7 i pojechaliśmy pod Swayambunath. Uczestniczyliśmy w uroczystościach związanych z Buddą Amitabą. W przerwie serwowano słoną herbatę że smalcem (uwielbiam) i zjedliśmy kapustę z tybetańskim chlebem. Pierdzeniem nie ma końca.

W ogóle był fajny dzień. Poszliśmy pod stupę i zawiesiliśmy flagi z mantrami na jej szczycie. Ściślej mówiąc zapłaciliśmy panu, który tam pracował i wspiął się kilkadziesiąt metrów, na sam wierzchołek. Przymocował sznur z flagami. Staliśmy długo, obserwując jak latały na wietrze, aż w końcu udało nam się złapać dyndającą końcówkę, którą przymocowaliśmy do słupa. Życzenia, które szeptaliśmy do zwitka materiałów, są teraz rozwiewane po świecie.

Komentarze

  1. No weź! Zacząłeś tak intrygująco, a później zero wyjaśnień :D Jaką gafę strzeliłeś? Odwróciłeś się do Czcigodnego Lamy dupą? :D
    (ja chyba zawsze miałem problemy z religijnymi autorytetami i nawet w okresie, gdy się jeszcze w pełni identyfikowałem z katolicyzmem zrezygnowałem z udziału w spotkaniu z papieżem; wszelki kult jednostki mnie odrzuca)

    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie tylko ja mam taki problem. A co do mojego zachowania to zgadłeś.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...