Postanowiłem nic nie robić. Nie pracować. Poszedłem na spacer, nad morze. Poszedłem przez las. W Gdyni zaczęła się dopiero jesień i drzewa zaczynający żółknąć. Dalej jednak dominuje zieleń. W drodze wysłuchałem nagranych wiadomości od przyjaciół. Później słuchałem muzyki i dotarłem do miejsca, w którym piję zawyczaj kawę. Kawiarenka nazywa się Kofeina i serwuje domowe ciasta. Lubię tu bywać.
Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię". Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Komentarze
Prześlij komentarz