Zrobiło się chłodniej. Wstałem przed dziewiątą, przygotowałem sobie codzienny koktajl (kolagen, kreatyna, elektrolity) oraz napój witaminowy z dodatkiem probiotyków i usiadłem do pracy. Musiałem wystawić faktury, nadać paczki (które później mama wysyła przez InPost), nagrać wykład audio (wyszło 58 minut), odpowiedzieć na mnóstwo pytań studentów oraz dodać materiały na platformy i do grup szkoleniowych — prowadzę ich wiele i zawsze pilnuję, żeby wszystko było na czas. Skończyłem o 11:33.
Potem przygotowaliśmy śniadanie proteinowe: brzuszki łososia, 2 jajka, awokado, pomidorki koktajlowe, ogórek kiszony i odrobina czosnku — 750 kcal.
Po śniadaniu wyszedłem na spacer. Chodziłem po lesie, trochę po centrum, siadałem to na kawę, to na jakiś napój, i słuchałem audioserialu „Piekło kosmosu”. Zrobiłem zakupy, posiedziałem 30 minut na fotelu masującym w centrum handlowym i znów ruszyłem na spacer.
W domu czekała na mnie kolacja: spaghetti z konjac, mięso indycze, sos bolognese na ekologicznych pomidorach — 358 kcal. Później zjadłem jeszcze jogurt z odżywką białkową i czekoladą 100%, bo mam zbyt duży deficyt kaloryczny — brakuje mi do minimum 900–1200 kcal dziennie, a nie chcę już dalej chudnąć. Osiągnąłem swoją wymarzoną wagę, 67 kilogramów, ale w pewnym momencie zszedłem poniżej niej o 7 kilo.
Wieczorem oglądaliśmy serial i pakowaliśmy się do Kucharów. Jutro rano wyjeżdżamy.

Powinieneś czytać blotkę przed publikacją. Zostawiłeś na końcu cały akapit od AI.
OdpowiedzUsuńTo nie ma znaczenia.
UsuńPoprawia mi błędy. Muszę mu napisać, żeby nie dodawal6 ich od siebie.