Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Codzienność.

Nowe czytadła

Dzień bez siłowni i bez pracy. Źle spałem. Wstałem wcześnie, zadowolony, że już zrobiło się jasno. Miałem iść poćwiczyć, ale po chwili stwierdziłem, że boli mnie potreningowo raczej wszystko, więc usiadłem na fotelu i zacząłem buszować po internecie. W pewnym momencie przyszło powiadomienie, że kolejna seria książek jest do mnie w drodze. Następnie wysłuchałem półgodzinnego wykładu na temat zmian, jakie przyniesie tegoroczne zaćmienie słońca. Z wykładu dowiedziałem się też, że osoby podatne na kosmiczne energie mogły nie spać zbyt dobrze. Czyli jestem podatny. 

Śniadanie w południe 

Z racji przetrenowania, postanowiłem zjeść wyłącznie białko. Marcin zażyczył sobie czegoś na słono, ja na słodko. Kompromis widoczny jest na zdjęciu. Całość miała 700 kcal i ponad 90g białka. To ekstremalnie dużo.

Fit cake w Gdańsku z pluszakami.

Pojechałem do Gdańska sam, bo druga połówka oznajmiła potrzebę sprzątania domu. Podczas mojej nieobecności odkurzył, wyprał, umył okna i zrobił kolację. A i odebrał książki z paczkomatu. A ja poszedłem na jego sernik Rafaello i kawę z mlekiem (540 kcal i 21g białka).

Za radą pani astrolog z internetu poszedłem też do sklepu ezoterycznego i za 139 złotych kupiłem karty wyroczni uświeconych twórców, aby zobaczyć na czym polegać będą zmiany. 

Nowa pasja Marcina - wróżbiarstwo 

Jeszcze nie wiem, bo po kolacji Marcin dorwał się do kart i już od kilku godzin sobie wróży, komentując głośno przyszłe wydarzenia. Tak się wkręcił, że stracił kontakt ze światem rzeczywistym.

Komentarze

  1. Też słabo spałem, ale głównie przez panów z kosiarkami. W książkowych zakupach chyba znowu same grubaśne tomy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Profesja pasuje więc wróż Marcin może zaczynać.Ksiazki super i podobało mi się że miałeś wolne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...