Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

Alicante. Dzień za dniem.

Czas leci jak oszalały, a pogoda się psuje. Hiszpanie, jak Anglicy gadają wyłącznie o pogodzie i mówią, że to "niewiarygodne" ( tak, są dramatycznie, jak Włosi ). Meteorolodzy tłumaczą, że mamy do czynienia z rzadkim zjawiskiem w którym dwa ośrodki niżowe krążą wokół siebie, co wzmacnia siłę wiatru i opadów. Nazywają to "pociągiem niżów", bo jedna burza nie zdąży odejść, a już nadciąga kolejna. W Alicante burz nie ma, ale błękitne niebo nie pojawia się tak często jak w ostatnich trzech miesiącach. Przed nami luty - ponoć najzimniejszy tu miesiąc (12°C średnio). Zobaczymy.  W szkole zbliża się kolejny egzamin. Powoli zaprzyjaźniam się z ludźmi z klasy, zaczynamy rozmawiać, po hiszpańsku. W każdą środę wychodzimy też do pubu, aby gadać o pierdołach, szlifując język. Bardzo podoba mi się taka forma nauki. Kaleczymy pewnie całe zdania, no ale jak inaczej moglibyśmy się nauczyć?  Mamy też gości. Iksy przyjechali na tydzień. Staramy się pokazać im miasto i mam nadzieję, ż...

Alicante. Rytm dnia.

Mój rytm dnia jest dynamiczny, stały i jasno określony. Przez lata uczyłem się zorganizować wszystko tak, aby działało. Dla mnie, rzecz jasna. Jest prawie dobrze.  W dni pracujące, wstaję o 6:15 i pracuję przez 30 minut. Potem przygotowuję sobie lunch i słucham radia (muzyki). Następnie biorę prysznic, ubieram się, zaparzam zieloną herbatę (3 minuty) i pakuję plecak. Wychodzę na tramwaj o 7:56. Transport w Alicante jest bardzo punktualny i mój tramwaj przyjeżdża o 8:04. 0 8:30 jestem w centrum.  Ze szkoły wychodzę o 12:30. Idę na tramwaj i dojeżdżam do domu o 13:20. Ewentualnie Idę spacerem i wtedy dochodzę o 14:00.  Pracuję do 17:00. Później odpoczywam przez godzinę i w tym czasie robię różne rzeczy. Często Idę na plażę, ale czasami po prostu leżę i odpoczywam. Zdarza mi się grać w gry, albo słuchać książek. Jemy kolację, razem z Marcinem w okolicach 18:00. Następnie uczę się hiszpańskiego. Często przez 3 godziny.  Od 21:00 mam czas dla siebie, czasami jednak pracuj...

Londyn - Alicante. Dziki lot.

Ze względu na wczesną godzinę odlotu (7:30), zdecydowałem się na nocleg bezpośrednio na lotnisku. Bardzo cenię sobie hotele kapsułowe – oferują dokładnie to, co niezbędne, włącznie z niezawodną usługą budzenia. Ich największym atutem jest lokalizacja tuż pod halą odlotów, co pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu. ​Dodatkowo EasyJet wprowadził świetne udogodnienie: zautomatyzowany system, dzięki któremu bagaż mogłem nadać samodzielnie jeszcze wieczorem, w przeddzień podróży. Dzięki temu rano wszystko przebiegło błyskawicznie – po wstaniu i odświeżającym prysznicu od razu skierowałem się do kontroli bezpieczeństwa. Chwila relaksu przy kawie i mogłem spokojnie wejść na pokład samolotu. Wystartowaliśmy punktualnie. Gdy tylko osiągnęliśmy wysokość przelotową, załoga ruszyła ze sprzedażą kanapek. Brytyjczycy wręcz rzucili się na te z serem i bekonem – bez przesady, nigdy wcześniej nie widziałem w samolocie tak zbiorowego ataku głodu! Wyglądało to tak, jakby nie jedli co najmniej od przedwczoraj...

Londyn. Czemu tu już nie mieszkamy?

Tu był G-A-Y Wczorajsze nostalgie i sentymenty zaczęły powoli wyparowywać. Dzisiejszy dzień spędziłem w centrum i choć powrót na stare śmieci sprawił mi frajdę, poczułem się finalnie przytłoczony. Czym konkretnie? Przede wszystkim – wszechobecnym hałasem . W Londynie absolutnie wszystko generuje jazgot. Komunikaty w środkach transportu rozsadzają bębenki, stare wagony metra piszczą i zgrzytają niemiłosiernie, a pasażerowie przekrzykują ten chaos, wisząc na telefonach. Całość przeplatana jest mechaniczną litanią systemowych ostrzeżeń: o mokrej podłodze, o zachowaniu ostrożności przy wysiadaniu (nieśmiertelne mind the gap ), o problemach z sygnałem czy wreszcie o konieczności raportowania każdego „niestandardowego” zachowania. Od dawna nie byłem tak potwornie przestymulowany. Po drugie, znokautował mnie ten tutejszy pośpiech . Oni wszyscy pędzą przed siebie w amoku, wierząc, że tak po prostu trzeba. Armia ludzi w garniturach – od menadżerów po kadrę zarządzającą najniższego szczebla – wy...

Londyn. Home sweet home.

Wylądowałem w Londynie z 35-minutowym opóźnieniem. Myślałem, że będzie gorzej, ale nadrobiliśmy jakoś czas w powietrzu. Powodem postoju byli spóźnieni pasażerowie, a konkretnie załoga: czterech pilotów i sześć stewardes. Panowie siedzieli ze mną w klasie biznes, a panie poszły na tyły. Nie ma to zresztą specjalnego znaczenia, bo w krótkodystansowych lotach fotele wyglądają tak samo – leci się tylko samemu w rzędzie, dostaje jedzenie oraz nielimitowane napoje. Nie wybrałbym wyższej klasy za pieniądze, ale mam tak wiele punktów, że mogę latać po Europie w tę i z powrotem, nic nie płacąc. Ale nie o tym chciałem... Nigdzie na świecie nie czuję się tak, jak w Londynie. Tutaj jest mój dom. Tak czuję. Nostalgia pojawiła się od razu, gdy do moich nozdrzy dotarł zapach powietrza. I tu nie chodzi o to, jaki on jest. Uczuć nie da się zmienić. Tutaj się ukształtowałem, zakochałem, przeżyłem najintensywniejsze chwile mojego życia. Znam każdy róg i kąt! A teraz znów zaczynam od nowa. Jest dobrze i j...

Wrocław. Avatar 3.

Byłem na trzeciej części Avatara i muszę przyznać, że "Fire and Ash" jest mocno brutalne. Jake i jego rodzina trafiają na klan Popiołu, który pokazuje, że Na’vi potrafią być tak samo brutalni i zawistni jak ludzie. Na filmie działo się to, co widzę codziennie wokół siebie – wcale nie potrzebujemy obcych cywilizacji, żeby zacząć się nienawidzić i skakać sobie do gardeł.  Film trzyma w napięciu, od początku do końca. Efekty zapierających w piersiach, tak jak kolory. Każdy kadr jest fascynującym obrazem. Pod tym względem oceniam film jako dzieło sztuki.  Ale jak dla mnie zbyt dużo w nim negatywnych emocji: rasizmu, głupoty, egocentryzmu i nienawiści. Patrzysz na piękne obrazy, z których wydobywa się tylko przemoc. 

Wrocław. Uczelnia.

Zaraz po przyjeździe do Wrocławia, poszedłem do hotelu, zameldowałem się i chwilę potem pojechałem tramwajem na spotkanie z panią dermatolog. Niestety powiedziała, że mój problem (pojawiające się raz na jakiś czas wypryski we włosach z tyłu głowy) będzie wracał i nie ma sensu leczyć go wewnętrznie.  Nie będę tego jakoś szczególnie tłumaczył, natomiast zgadzam się z nią. Całożyciowa ścisła dieta eliminacyjna lub  łykanie pigułek bez końca, nie są żadnym rozwiązaniem. Wziąłem więc mazidło i będę się smarował przez tydzień aż zejdzie.  W sobotę rano wstałem i poszedłem na uczelnię. Poziom wykładów wprowadził mnie w zażenowanie, no ale chyba takie mamy czasy. Przepadli profesorowie i profesorki, wykładający swoje teorie pasją, graniczącą z szaleństwem. Teraz nikt się już nie podnieca nauką. Osoby uczestniczące w wykładach wydawały się mało zainteresowane: większość oglądała filmiki na tik toku lub po prostu rozmawiała. Bardzo mnie to drażniło, szczególnie ciągle wychodzącej w...

Warszawa. Piękna zima.

Wylądowałem planowo. Pogoda nad resztą Europy wydawała się być zjawiskowa, za linią Tatr, krajobraz przestał być widoczny.  Szok termiczny rozczerwienił mi twarz oraz białka oczu. Nieprzyzwyczajon - nie potrafiłem się zaadoptować. Złapałem autobus do centrum i pobiegłem do kantoru (musiałem wymienić euro na złotówki, co wcale mi się nie opłacało, ale nie miałem wyboru - pomińmy szczegóły).  W Warszawie większość ludzi mówi po ukraińsku. Ma to miejsce zarówno na ulicach, środkach komunikacji miejskiej i w miejscach użyteczności publicznej. Za każdym razem obsługiwał mnie ktoś z tamtego kraju. Jedynie w hotelu pracowali Polacy. Nie mam zamiaru tego oceniać, tylko zaznaczyć.  Polaków zobaczyłem później, pod pałacem kultury. Stali coraz bardziej rozszerzającej się grupie, z flagami polskimi. Mocno przeklinając, czegoś się domagali. Nie miałam jednak zupełnie w sobie zainteresowania, by dowiedzieć się o co chodziło.  W Warszawie zrobiłem wszystko co miałem zrobić i załatw...

Madryt. Nowy Rok.

Podoba nam się tu. Energia miasta jest taka jaka być powinna. Cała godzinami łazimy i zachwycamy się każdym skwerem, uliczką i wystawą sklepową. Byliśmy już przecież w tak wielu miejscach, A to jednak Madryt kradnie nam serce.  Ze mnie schodzi stres, chyba z całego roku. Mam napięciowe bóle głowy, bóle pleców, sen przerywany i kołatanie serca. Nie przez cały czas ale przychodzi to sobie kiedy chce. Przed samym wyjazdem zrobiłem wszystkie kompleksowe badania i były dobre.  Obiecuję sobie mniej pracować. Mniej brać na siebie. Nauczyć się bez wyrzutów sumienia oglądać seriale i czytać książki. Muszę się też nauczyć nie odpowiadać za cudzy los i nie rozdawać swojej energii na wszystkie strony. Mam już swoje lata i to co mogłem robić wcześniej bez problemu, teraz mi zaczyna ciążyć.  W Madrycie jednak odpoczywam, choć jednak za dużo imprezuję.