Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Słonecznie.


Dzisiaj się wyspałem. Wstałem o 6:50, wysikałem się; siedząc na kiblu przesłałem materiały szkoleniowe do kilku grup i stwierdziłem, że mam jeszcze ochotę pospać (robię tak niezwykle rzadko). No i spałem do 10:16. Obudziło mnie wiercenie. Nasz pieprzony ukraiński biznesmen, który kupił trzypokojowe mieszkanie za ścianą, znów zaczął swoje ulepszanie gniazdka. Problem polega na tym, że robi to trzeci rok, wyłącznie latem, czyli wtedy, gdy również jesteśmy w Polsce. Później wyjeżdża do Anglii, do Manchesteru (chyba) i tam remontuje kolejne. I nie. Moja niechęć nie wynika z faktu, że jest Ukraińcem, albo że kupuje kolejne mieszkania, to tu, to tam. Nie cierpię go, bo jest dupkiem, który ma w dupie innych. Kto normalny robi remont tak długo? 

Na dodatek ma dziunię, być może nawet żonę in spe, która wychodzi na balkon i pali. Jak jeszcze raz to zrobi, to będzie awantura, ale nie odpuszczę. 

Pogoda się polepszyła. Było słonecznie. Poszedłem na siłownię i później na saunę. Marcin w tym czasie zrobił kolację, a potem zaczęliśmy oglądać trzeci już sezon "Stamtąd". Niestety przeginają. Fabuła staje się zbyt brutalna, a wątki przypominają odgrzewane kotlety. Tak stało się z "Zagubionymi" (Lost), którzy po trzecim sezonie zaczęli nas wkurzać. Ale i wtedy dotrwaliśmy, choć pamiętam, że szósty sezon zwyczajnie zaliczyliśmy bez entuzjazmu. 

Kupiłem sobie książkę. Zacząłem czytać w saunie (w przerwach pomiędzy smażeniem). Pasuje do mnie i moich poglądów.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...