Przejdź do głównej zawartości

Sofia. Jak w kurorcie.














Sofia jest póki co największym zaskoczeniem w naszej teraźniejszej podróży. Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo się mylimy, myśląc o krajach wschodniej Europy i jak różna jest rzeczywistość od naszych wyobrażeń i oczekiwań.

To co zobaczyliśmy to miasto pełne szerokich deptaków, obszernych placów, gdzie kawiarnie i restauracje znajdują się na każdym kroku. Ludzie świetnie się tu ubierają i mają bardzo dobrą prezencję. Mówią w wielu językach i czują się częścią świata.

Jest tu czyste powietrze, a z okien widać wysokie, ośnieżone szczyty górskie (co już w ogóle spowodowało głośny opad szczęki). Woda z kranu jest smaczna, a w niektórych miejscach znajdują się publiczne krany, z których czerpie się "wodę leczniczą", zawierającą wiele minerałów. Ludzie podchodzą tam z butelkami lub kubkami i wypijają mineralna na miejscu (musimy spróbować).

Komentarze

  1. No właśnie, widziałem ten filmik z deptaku w Sofii i się tak zastanawiałem, czy nasza Warszawa wygląda równie stołecznie, światowo... i miałem niestety lekkie wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warszawa jest droższa, znacznie większa i brudniejsza. Ludzie są bardziej szarzy i mniej się uśmiechają. Jest w Warszawie dużo fajnych miejsc, ale giną w przestrzeni. A Sofia jest niewielka, przynajmniej jej centrum.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te góry w tle są zjawiskowe. 🥰 Chętnie odwiedzam Waszą stronkę "podróże,małe i duże". Dobrze jest oglądać filmiki z tak pozytywną energią. A ostatnia radość przy śniegu... Poprawiła mi nastrój i była bardzo zaraźliwa, nie wspomnę już o eklerce i pavlovej 😂😂 Banana miałam na twarzy przez cały wieczór myśląc o Waszym postanowieniu na temat zdrowego jedzenia 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...