Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Urodziny Aema-K'u.














Jeden z najfajniejszych klubów w zachodnim Kathmandu obchodził wczoraj swoje urodziny. Jedzenie a la carte było wyśmienite. Marcin zamówił sobie egzotyczną golonkę z frytkami i piwem, a ja smażony boczek z sałatą i skrzydełka kurczaka. Istny miss masz na dachu świata w miejscu wyglądającym jak Mykanos. 

Jest wczesne lato. Temperatury są bardzo przyjemne, od 25 do 38 stopni Celsjusza. Pada okazjonalnie, nie dłużej niż przez kilka minut. Noce są ciągle znośne, ale to niebawem się zmieni. Maj będzie bardzo ciepły, a czerwiec upalny (bez porównania do skali polskiej).

Pracuję trzy razy w tygodniu wieczorami, oraz dwa razy  w ciągu dnia. 20 godzin tygodniowo. Marcin spontanicznie przejął obowiązki domowe, choć wiele ich nie ma. Ale sprząta i robi pranie, oddając rzeczy do pralni raz w tygodniu. Stołujemy się raczej w restauracjach, choć zdarzyło nam się coś gotować. 
Kupujemy dużo warzyw i owoców, tybetańskie chlebki, ręcznie ubijane masło i dżemy. Bardzo dobre z owoców, z których w Europie nie robi się przetworów.

W ciągu dnia, kiedy mamy czas, chodzimy wokół stupy, medytujemy w gompach lub łazimy po okolicznych lasach.
Nie wiemy, co się dzieje na świecie. I nie chcemy wiedzieć.

Komentarze

  1. Już tak ciepło macie? Myślałem, że temperatura teraz jest tam jednak znośniejsza. Dla mnie jest OK do 25 stopni.

    OdpowiedzUsuń
  2. W samym Kathmandu jest cieplej niż w okolicach, bo to kotlina. Poza tym jak podają temperaturę 25 stopni, to jest to tylko informacja teoretyczną, bo naprawdę jest około 40. Podają w cieniu, a cienia nie ma, bo w porze suchej chmur jak na lekarstwo.

    Generalnie teraz będzie każdego dnia cieplej. Ale my akurat lubimy wysokie temperatury.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...