Utknąłem na Wilanowie na ponad dwa tygodnie. Od 9-19 każdego dnia będę prowadził warsztaty. Ponad stu pięćdziesięciu studentów będzie uczestniczyć na wielu kursach. Kocham swoją pracę.
Ojciec podobno lepiej. Po kilku(nastu?) transfuzjach krwi odżył, ale nie wypuścili go ze szpitala. Obserwują i wydają się nie rozumieć o co chodzi. Nie oni pierwsi i nie ostatni...

Już praca, którą się tylko lubi to błogosławieństwo :)
OdpowiedzUsuńNa razie tak jest.
OdpowiedzUsuń