Przejdź do głównej zawartości

Nowy Jork. Spacery.



Fajna jest wyspą Manhattan. Przez ostatni miesiąc schodziliśmy ja wzdłuż i wszerz, poznając prawie każdą uliczkę.

Nowy Jork jest bardzo różnorodny. Dla nas jest to bardzo ważne. Ta różnorodność... Nie znoszę monotonii, bezruchu i szarzyzny. Marcin chyba też nie, choć jego chyba stagnacja tylko męczy. Mnie zaś zabija.

Jestem człowiekiem nienasyconym. To dobrze i źle, jednocześnie. Sypiam coraz mniej i bardzo nie lubię tej fizjologicznej potrzeby. Pięć godzin hibernacji uważam za wielką stratę czasu. 

Wracając do Manhattanu. Moją ulubioną dzielnicą jest West Village, Marcina Chelsea. Obie są pełne klubów, restauracji, targów, ulicznych biznesów i fajnych ludzi. Są niżej zabudowane i da się tam ładnie mieszkać. Apartamenty mają duże oka i generalnie jest swojsko. Lubimy jeszcze (i tam najczęściej się bawimy) Hell's Kitchen. Śmieszna nazwa jak na dzielnicę (Diabelska Kuchnia), ale w przeszłości była wylęgarnią światka przestępczego i stacjonowała tam mafia irlandzka. Teraz jest jednak centrum rozrywki.

A dzisiaj byliśmy na kolejnym spacerze. Było dobrze. Potrzebowałem tego, żeby było dobrze i spokojnie i bez pracy. No i dzisiaj był dzień bez alkoholu. I jutro też taki planuję (chętnie rozciągnę to na cały tydzień), bo ostatnio same imprezy się wydarzały. 

Komentarze

  1. Ciekawe, jak sobie Manhattan poradzi z globalnym ociepleniem i podnoszeniem poziomu oceanów. Gdzieś czytałem, że tam jest jeszcze problem z masą betonu użyta do budowy wieżowców, wyspa dodatkowo osiada pod takim obciążeniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może postawią wały, jakich świat nie widział?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...