Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. W starzejącym się ciele.







No i nadszedł czas, kiedy zaczynam zauważać pierwsze zmiany przejścia w przemianę ziemi, czyli w porę roku odpowiadającej późnemu latu, według TMC. Jestem teraz gdzieś pomiędzy ogniem, a ziemią. Cieszy mnie, że następuje to bardzo późno i że procesy są powolne.

Nie mam jeszcze zmarszczek, ale widzę ich zapowiedź. Włosy nie siwieją, ale broda tak. Metabolizm zwalnia i zrzucenie zbędnego kilograma wiąże się z wyrzeczeniami. Stres i nadmiar pracy zaczyna wychodzić w napięciach mięśniowych... Dlatego muszę zmienić wiele rzeczy i dostosować się do nowych warunków. 

Atak bólowy w dole pleców póki co opanowany. Wykorzystałem całą swoją wiedzę i umiejętności i przez dwa dni skupiłem się na swoim ciele. Zastosowałem refleksologię i meridiany, ćwiczenia rozciągające i jogę. Kupiłem też plastry z wilczej jagody, które znalazłem w sklepie dla naturopatów.

Mam zamiar zakupić kalendarz (znalazłem nową aplikację), który przy pomocy AI pomoże mi zadbać o czas prywatny. Mam tendencję do wpadania w wir pracy i gdy zacznę, potrafię siedzieć całymi dniami. Marcin zna moje rekordy, gdy coś tworzę, potrafię zapominać o śnie i przez trzy dni, dopóki nie zaczynam słabnąć - pracować. Z jednej strony to fajnie, bo sprawia mi wiele radości, ale z powodu tego, że przechodzę w ciało dojrzałego mężczyzny, muszę zwolnić i wyznaczyć sobie granice, których do tej pory nie potrzebowałem. Chociaż, czym jestem starszy tym mniej śpię. Zawsze mało spałem ale teraz wystarcza mi 4-5 godzin.

Komentarze

  1. A przy takich wygibasach jak na zdjęciu nie byłoby wygodniej bez spodni?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie nie przeszkadzają. Jednak zdjęcie zrobiłem pod bloga, a nie zdecydowałem się na "fans only".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...