Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Wigilia świąt zimowych.



Wpływy globalizacyjne zmieniły grudniową atmosferę Nepalu, nie do poznania. Wszędzie choinki, dekoracje i mikołajki migające światełkami, amerykańskie kolędy oraz świąteczne zapachy, nieznanych wcześniej potraw. Dodatkowo od tego roku, 25 grudnia jest dniem wolnym od pracy, choć ma się to nijak do tradycji, kalendarza lub religii. Czyste szaleństwo, którego celem jest zwiększenie sprzedaży (sklepy nie świętują).

Wigilię urządzaliśmy u nas. Zgodnie z tradycją zaserwowałem barszcz czerwony z pierogami (nadziewane słodką kapustą i grzybami). Potem były już potrawy międzynarodowe (w sumie sześć) i czerwone wino. Jedzenie wegańskie, przygotowane przez naprawdę utalentowanego szefa kuchni z Uptali (restauracja w której zazwyczaj się stołujemy). Jeśli ktoś miał nadzieję, że stanę przy grach, to musi mnie nie znać.

Mama w Polsce przygotowała tradycyjne potrawy. Stół wyglądał imponująco. Razem z moim bratem, kilkakrotnie biesiadowali, pozostając z nami w wirtualnym video kontakcie. Staram się robić co mogę, żeby przeszła przez okres straty bez depresji, dlatego cieszę się, że jest raczej ciągle zajęta. Przed świętami wymieniła wszystkie meble i zrobiła remont, razem z Michałem wyrzuciła stare rzeczy i udekorowała całe mieszkanie różnego rodzaju kolorowymi dekoracjami. Tak jak tu, migają im światełka, starając się rozpraszać mrok.


Komentarze

  1. Nie myślałem, że Boże Narodzenie ma aż tak silny komercyjny potencjał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żartujesz sobie ;)

      Usuń
    2. No wiem, że w Europie czy Amerykach, ale Nepal wydaje się tak odległy i egzotyczny, z własną, odmienną kulturą, że Boże Narodzenie nie może być tam żadną atrakcją.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...