Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Środek tygodnia.

Wstałem o 7:21, po niecałych sześciu godzinach snu. Sypiam za mało, ale w sumie zawsze tak miałem. Mówią "trzeba spać 8 godzin dziennie", a mnie udaje się to tylko wtedy, gdy nie czuję się dobrze. Rzadko, jak do tej pory. 

Razem z Marcinem wyszliśmy z domu po ósmej, bo na dziewiątą mieliśmy kolejne i póki co ostatnie szczepienie związane z naszym wyjazdem. Qdenga - druga dawka. W przychodni była obsuwa, urocza pani internistka, strasznie gadatliwa sama to spowodowała. W końcu nas wzięła do siebie, zadała mnóstwo pytań, obejrzała gardła i zbadała węzły chłonne. Można szczepić - powiedziała w końcu. Przez ten brak pospiechu zrobiła się kolejka pod zabiegowym i ludzie zaczęli zrzędzić i nerwowo pokasływać. Wykorzystałem czas i zapisałem się do dermatolożki. Potrzebowałem leków na receptę, na wszelki wypadek, bo mam tak czasami, że na ciele pojawiają się wypryski. Przyjęła mnie od razu, bo dla odmiany i szczęśliwego zbiegu okoliczności, miała okienko. W końcu się udało także zaszczepić.

Zaraz po tym poszedłem do Empiku, bo właśnie dzisiaj, 14 października, ma miejsce premiera kolejnej książki Tokarczuk " Świata jest za dużo". Dość przewrotny tytuł. Kupiłem, jako pierwszy w Gdyni. Cóż za sukces! Wiem, bo do innych dopiero dostarczali, a mnie kierowniczka sklepu przyniosła pierwszy, sprzedażowy egzemplarz. 86.50 złotych. W przedsprzedaży było taniej o jakieś trzydzieści. 

No i teraz właśnie wyszedłem od okulisty. Wszystko w sumie dobrze. W sumie, bo zrobiła mi się krostka wewnątrz, na dolnej powiece i mnie drażni, jak wkładam soczewki. Dostałem krople. Powinno przejść w ciągu kilku tygodni, ale nic to groźnego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...