Przejdź do głównej zawartości

Madryt. Totalna demolka.

Dzisiaj zobaczyliśmy inny Madryt. Nie ten błyszczący, elegancki i pocztówkowy, w którym rozplywaliśmy się od zachwytów w styczniu. Zobaczyliśmy miasto brudne, rozwalone, pełne namiotów, szmat i prowizorycznych zadaszeń rozciągniętych w samym sercu Puerta del Sol. A jednak, wbrew całemu temu chaosowi i bałaganowi, widzę w tym jakąś szansę. Ludzie w końcu zaczynają się budzić i dostrzegać, do jakiego absurdu doprowadziły nas decyzje polityków.

Głęboko sprzeciwiam się masowej, wymuszonej emigracji oraz absolutnie idiotycznym rozwiązaniom prawnym. Mam na myśli te absurdalne przepisy chroniące tak zwanych okupas, czy dawne patologie prawne wokół ustawy Ley de Vivienda oraz tak zwanej usurpación de vivienda. Doprowadziły one do sytuacji, w której ktoś może po prostu włamać się do cudzego mieszkania, zająć je, zmienić zamki i w świetle skomplikowanych procedur prawnych mieszkać tam całkowicie bezkarnie. To czyste szaleństwo.

Ludzie mają już po prostu dość. Całe pokolenia pracują ponad siły i mają świadomość, że prawdopodobnie nigdy w życiu nie będą w stanie kupić własnego lokum. A co gorsza, jeśli jakimś cudem, dzięki ciężkiej pracy i oszczędnościom całego życia, uda im się zdobyć własne mieszkanie, mogą je stracić w mgnieniu oka. Wystarczy, że ktoś nielegalnie wlezie do środka, a prawowity właściciel staje się zupełnie bezradny wobec prawa, nie mogąc nawet odciąć prądu czy wody, bo sam zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

Twarz z wielkiego transparentu na placu to symbol tej całej hipokryzji. To Maricarmen Abascal, 87-letnia emerytka, która przeżyła w swoim mieszkaniu ponad 70 lat. Jej przypadek pokazuje pełną patologię systemu. Po przejęciu budynku przez fundusz inwestycyjny i prawnych bataliach dotyczących wygaśnięcia starych umów, została eksmitowana z własnego domu przez policję, która wynosiła ją na noszach. Seniorce proponowano drastyczne podwyżki czynszu, na które nie było jej stać z głodowej emerytury. Paraliż prawny i obojętność instytucji doprowadziły do tego, że kobieta trafiła do szpitala i zmarła zaledwie dwa tygodnie po eksmisji.

Z jednej strony mamy więc bezsilnych ludzi i starsze osoby wyrzucane na bruk, a z drugiej strony system, który przez lata pobłażliwie traktował nielegalnych dzikich lokatorów niepłacących ani grosza i demolujących cudzą własność. Plac Puerta del Sol wygląda dziś jak koczowisko, ale ten brud i te namioty są krzykiem ludzi, którzy wreszcie zrozumieli, że dotarliśmy do granicy absurdu. Prawo do własności i poczucie bezpieczeństwa zostały zdeptane, i czas najwyższy, żebyśmy zaczęli głośno o tym mówić.

Poza centrum jest cicho, ładnie i spokojnie. Dzisiaj w planach, mamy pójście do łóżka o 22, bo poranny lot kompletnie zrujnował nam poprzednią noc. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...