Przejdź do głównej zawartości

Notatka 514.

Zastanawiam się nad celowością pisania bloga oraz nad tym, czy potrafię nie pisać? W sieci jest siedem ukończonych, pisanych przeze mnie blogów tematycznych (ósmy, najdłużej pisany, został skasowany wraz ze wszystkimi innymi przez Onet), do których sam czasami wracam. 

Ostatnio zapytałem Google, czy pisanie blogów personalnych jest jeszcze w ogóle stosowane. Odpowiedział, że "tak, jednak jest to zjawisko marginalne, a komentarze pochodzą prawie zawsze od ludzi z kół starych znajomych, którzy blogi komentowali w poprzednich dekadach". Zaskakująco trafna odpowiedź! 

Początkowo publikowałem pamiętniki, bo było to nowe. Wydawało się, że Internet czyni człowieka widocznym. Miałem 27 lat i otwarty, wirtualny świat, stanął przede mną. Nastąpił efekt wow. Później chyba szukałem "bratnich dusz", do czasu, gdy zorientowałem się jak płytkie kontakty oferuje netowanie. Zjawiska teraz powszechnie znane, były wtedy kolejnymi odkryciami. Jakbyśmy zanurzali się w gówno ludzkiej psychiki, po raz pierwszy. W końcu zacząłem publikować dla siebie. Dzięki blogom mam możliwość przypomnienia sobie pewnych zdarzeń, albo sprawdzenia pewnych rzeczy. 

Ale czy na blogu mogę wszystko napisać? W sumie tak, bo mam wyjebane na poglądy innych. Wszystko co mam osiągnąłem dzięki sobie, nie licząc się z poradami innych. Z drugiej strony blog jest czytamy przez osoby obce, które korzystają z moich usług i mogą przeinaczyć pewne rzeczy. No i stąd bierze się mój dylemat. Rzeczy stają się bezwartościowe w moich oczach, gdy nie mogę z nich korzystać po swojemu.

I tak długo wytrzymałem. 514 wpisów!

Komentarze

  1. Może i blogowanie jest już marginalnym zajęciem, ale gdyby to się biznesowo nie spinało, Google by już dawno zamknął swoją blogową platformę. Tak jak to się stało w polskim zakątku sieci w okolicach 2018 roku, gdy zniknęły blogi Onetu i kilku innych systemów.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...