Zastanawiam się nad celowością pisania bloga oraz nad tym, czy potrafię nie pisać? W sieci jest siedem ukończonych, pisanych przeze mnie blogów tematycznych (ósmy, najdłużej pisany, został skasowany wraz ze wszystkimi innymi przez Onet), do których sam czasami wracam.
Ostatnio zapytałem Google, czy pisanie blogów personalnych jest jeszcze w ogóle stosowane. Odpowiedział, że "tak, jednak jest to zjawisko marginalne, a komentarze pochodzą prawie zawsze od ludzi z kół starych znajomych, którzy blogi komentowali w poprzednich dekadach". Zaskakująco trafna odpowiedź!
Początkowo publikowałem pamiętniki, bo było to nowe. Wydawało się, że Internet czyni człowieka widocznym. Miałem 27 lat i otwarty, wirtualny świat, stanął przede mną. Nastąpił efekt wow. Później chyba szukałem "bratnich dusz", do czasu, gdy zorientowałem się jak płytkie kontakty oferuje netowanie. Zjawiska teraz powszechnie znane, były wtedy kolejnymi odkryciami. Jakbyśmy zanurzali się w gówno ludzkiej psychiki, po raz pierwszy. W końcu zacząłem publikować dla siebie. Dzięki blogom mam możliwość przypomnienia sobie pewnych zdarzeń, albo sprawdzenia pewnych rzeczy.
Ale czy na blogu mogę wszystko napisać? W sumie tak, bo mam wyjebane na poglądy innych. Wszystko co mam osiągnąłem dzięki sobie, nie licząc się z poradami innych. Z drugiej strony blog jest czytamy przez osoby obce, które korzystają z moich usług i mogą przeinaczyć pewne rzeczy. No i stąd bierze się mój dylemat. Rzeczy stają się bezwartościowe w moich oczach, gdy nie mogę z nich korzystać po swojemu.
I tak długo wytrzymałem. 514 wpisów!

Może i blogowanie jest już marginalnym zajęciem, ale gdyby to się biznesowo nie spinało, Google by już dawno zamknął swoją blogową platformę. Tak jak to się stało w polskim zakątku sieci w okolicach 2018 roku, gdy zniknęły blogi Onetu i kilku innych systemów.
OdpowiedzUsuń